14 marzec, Valencia
To ciekawa rzecz, śmierć ukochanej osoby. Przyjaciela. Rodzica. Znajomego, a nawet może i wroga. Doskonale wiemy, że nasz czas na tym świecie jest ograniczony i że w końcu wszyscy skończymy pod jakimś prześcieradłem, by więcej się już nie obudzić. A jednak, to zawsze niespodzianka, kiedy wypada na kogoś, kogo znamy. To jak wchodzenie po schodach do sypialni w ciemności i myślenie, że przed nami jest jeszcze więcej schodów niż pokonaliśmy. Twoja stopa jednak spada w powietrze i pozostaje jedynie mętna chwila mrocznego zaskoczenia, gdy próbujesz dostosować swój sposób myślenia o różnych rzeczach.
Cisza.
Wzrok szklisty, zaskoczony. To nie mogło wydarzyć się naprawdę. Może to tylko sen, z którego zaraz się zbudzi? Chce spojrzeć w dół, ale nie potrafi. Doskonale wie, że nie ma więcej schodów. A co jeśli ktoś to widział? Może zaraz wszystko się wyda. Może to i nawet lepiej? Nie dba o to. Wycofuje się jednak. Potyka się o ściany, a głowa jest niemal o krok od eksplozji. Choć muzyka jest głośna, słychać jedynie ten głos. Pełen drwin i przekonania o swojej racji. Przerażenie, że ten głos będzie nawiedzał do końca dni. I te cztery słowa, które tak bardzo utknęły w pamięci.
„Nigdy cię nie pokocha”.
Patrzy na swoją dłoń. Trzyma w niej jedyną rzecz, którą udało się zabrać. Ukraść, wziąć siłą. Jedyna rzeczy, która zawsze będzie przypominać o ten nocy.
Nocy, od której wszystko się zaczęło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz